Ucieczkowe biuro podróży

Ucieczkowe biuro podróży

Kategoria:

– Dzień dobry! Zapraszamy panią serdecznie na przegląd ofert. Obiecujemy, że niezależnie od wyboru, nie będzie się pani nudzić.


Padam zrezygnowana na ikeowskie krzesło w małym, chłodnym pomieszczeniu. Po drugiej stronie równie ikeowskiego co krzesło stołu siedzi Wystudiowany Entuzjazm sprzedawcy. I pewnie sam sprzedawca. Ale jego niemal nie widać – może zdysocjował?


– Proponuję pani popularny kierunek – zaczyna Wystudiowany Entuzjazm, nim zdążę się przywitać. – Lista Zadań dla Klienta. Choć to szeroko uczęszczane ścieżki, inni turyści nie będą stanowić problemu. Są zbyt zapatrzeni we własną ucieczkę. Plusy: zawsze będzie tu ktoś coś potrzebował i to na wczoraj. To coś dla fanów mocnych wrażeń!


– Byłam tam, nuda.


– Jeśli nie brzmi to ekscytująco, zapraszamy do Krainy Feedu. W programie memy z kotami, kiepskiej jakości filmik z rzeki w Indii, cztery porady na tanie obiady i „Nie uwierzysz, co się stanie, jak dodasz mentosa do butelki z Coca-Colą!”. Po jakimś czasie nie będzie pani nawet musiała decydować, gdzie udać się dalej. Algorytm poprowadzi. Człowiek zapomina, że ucieka, może nawet zaśnie pani w trakcie podróży…


– Robię w tym na co dzień. Może nie wyglądam, ale nie chcę uciekać w pracę.


– Rozumiem. O, albo taka objazdówka! Kuchnie Świata. Na przemian: smak słodki i słony. Nawet woda w gratisie, żeby przepłukać podniebienie. Dla powracających klientów znajdzie się też coś z procentami.


– Byłam. – Rozkładam ręce. – Przytyłam pięć kilogramów.


– Nie ma problemu, w naszym Ucieczkowym Biurze Podróży mamy wypady, które pozwalają zniwelować skutki jedzeniowego eskapizmu. Obecnie na czasie są biegi z przeszkodami i triathlony. Im pani jest szybsza, tym lepsza ucieczka.


– To moja byłaby chujowa. Macie coś jeszcze? – Powoli tracę nadzieję.


– Zyskujący na popularności kierunek: Situationship. Tu jednak sprawdzimy najpierw pani styl przywiązania, aby dobrać możliwie najlepszego kompana ucieczki.


– Sprzedaliście mi to rok temu, wróciłam skontuzjowana…


– Najwyraźniej powinna była pani tam pojechać za młodu.


– Proszę?!


– A może coś dla prawdziwych poszukiwaczy przygód? – kontynuuje Wystudiowany Entuzjazm, udając, że nie jebnął tekstu spoza skryptu. – Obóz Rozwojowy. Analiza losów przodków nawet do piątego pokolenia wstecz. Nazywanie emocji bez czucia. Numerologia, astrologia, Biblia, kabała, Koran, każdy dzień nowa przygoda. Klienci bardzo sobie chwalą, wracają pozytywnie ustawieni…


„Chyba nic tu dla mnie nie ma” – myślę i już mam wychodzić, kiedy moją uwagę przykuwa stojący pod stołem śmietnik – ikeowski, a jakże – a przez jego siatkowaną strukturę przebija folder ofertowy z sosnami na okładce.


– A co to takiego? – Wyciągam folder ze śmietnika. Kto ma psa, ten się odpadów nie boi.


– Ach, to taki nowy kierunek, ale słabo uczęszczany, raczej dla odważnych.


– Oooo. Brzmi dobrze.


– Survival. Nie wiem, jakim cudem to wpadło pani w ręce, ktoś powinien był to uprzątnąć… Ogólnie: słabo, nie mamy żadnych ocen, więc mimo niskiej ceny na razie nie polecamy.


Widzę, jak Wystudiowany Entuzjazm znika i zostaje sam sprzedawca. Wygląda, jakby właśnie tracił premię.


– Gorzej niż przy tej kontuzji sprzed roku nie będzie. Nie wystawię wam jednej gwiazdki, obiecuję. Co to za kierunek?


– Ech, dobrze, najwyżej stracę klientkę – mruczy pod nosem mój rozmówca. – Każdy, kto się tam udał, nigdy już do naszego biura nie wrócił. Ludzie coś słyszą w tej ciszy i jak nie mają zasięgu. Ktoś podobno zobaczył swoje odbicie w tafli jeziora i przekonał się, że nie było przed czym uciekać.


– Dobra, biorę.


W pomieszczeniu słychać szum klimatyzatora i jęk sprzedawcy. Na pewno nie będzie tej premii, a może jeszcze baty za stratę klienta.

Ale ja już nie myślę ani o sprzedawcy, ani o jego jękach. Każdy zmysł podsuwa mi detal polskiego lata sprzed trzydziestu lat. Dźwięk zraszacza do roślin i wody lądującej na foliowej szklarni. Zapach zapiekanek z PRL-owskiego opiekacza, na których jest za dużo cebuli, ale to nie przeszkadza zjeść o jednej porcji za dużo. To pewnie przez trzy kąpiele w jeziorze tego dnia, w końcu „woda wyciąga”. Pamiętam, jak szłam bosymi stopami po rozgrzanym piasku i jak ta jebana szyszka wbiła mi się w stopę…

Ucieczka pod nazwą Survival nie ma nic wspólnego z walką o przetrwanie i w dodatku jest taka tania. Dlaczego tak długo nie było mnie na nią stać?

3.7 3 głosy
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze

zerknij też na wpisy: