
Gdy dopada internetowy weltschmerz, bawię się w metaforę życia
Układanie puzzli to taka metafora życia, że aż dziwię się, że Paolo Coelho nie wziął tego na warsztat. Zatem Agata Boroelho to zrobi, w ramach autoterapii po oddaniu siebie we władanie czterech tysięcy elementów.
Kilka razy w roku wpadam w stan internetowego welstchmerzu. Zjawisko ma swój początek w nagromadzeniu się różnych wydarzeń: od nierozgarniętych wypowiedzi trenerek przez marsze w Białymstoku po doniesienia odnośnie zmian klimatycznych. Wtedy mój mózg na kolanach prosi o ucieczkę. Czasem nie trzeba pakować go na wyprawę w dzicz, a wystarczy stół obok komputera i rozłożenie na nim części, które mam ambicję złożyć się w jedną całość.
***
Zrobione jest lepsze od doskonałego – mówią. Nie mówią, że w przypadku puzzli to nie ma zastosowania. Rezultat zawsze jest doskonały, tu nie ma substytutów. Nawet, jeśli w krzyżówce ścieśniasz wyrazy, żeby się zmieściły, puzzle Ci na takie zagrywki nie pozwolą. Element musi pasować idealnie i ma tylko jedno swoje miejsce.
Ile razy szukasz idealnej części, która pasuje do Twojego życia, znajdujesz ją tuż przed rzuceniem wszystkiego w pizdu i… nagle na raz znajduje się kilka innych pasujących puzzli?
***
Ile treningów i projektów chcesz przerwać w połowie drogi, bo rezultat jest tak odległy? Na szczęście jednocześnie kuszący na tyle, by odejść jedynie na chwilę, a potem zacisnąć zęby i uczyć się cierpliwości. Siebie i domowników, którzy przymykają oko na to, że od tygodni jedzą obiady w różnych meblowych konfiguracjach, tylko nie przy meblu do tego przeznaczonym.
***
Najtrudniejsze zadanie zalicz na początku dnia – grzmi popularny coach w książce Zjedz tę żabę. Polemizowałabym. Nie chcę brać się za układanie bezchmurnego nieba na samym początku, wolę ramkę. Wytrenowany w cierpliwości mózg szybciej dokona najtrudniejszego i najmniej przyjemnego, niż wtedy, gdy do zadania przystąpi bez rozgrzewki.
Poza tym żaby są urocze i nie widzę powodów, by je zjadać.

Photo by Robert Zunikoff on Unsplash
Destrukcja tego, do czego się doszło, ma w sobie jakiś bolesny aspekt. Półtora miesiąca „ciężkiej pracy” wylądowało dziś w pudle w zaledwie trzy minuty. Szkoda to rzucić, przecież tyle się narobiłam. Szkoda się rozstać, a co, jeśli nigdy nie spotkam lepszego? Tyle sił włożyłem w ten projekt i mam go tak po prostu komuś oddać?
Cóż, w końcu trzeba zrobić miejsce na nowe. Nawet, jeśli to nowe to obiad, który w końcu zjemy przy stole w pokoju.
zerknij też na wpisy:
-
Ucieczkowe biuro podróży
– Dzień dobry! Zapraszamy panią serdecznie na przegląd ofert. Obiecujemy,…
-
-
30 września – Dzień chłopaka
Mają duże bluzy i szorty kończące się za kolanem albo bojówki z przepełnionymi kieszeniami. Zero dylematów, co rano ubrać, oraz żel pod prysznic, który jest też szamponem. Mówią, że można tym myć i dupę, i auto, ale w to osobiście nie wierzę.